You are currently viewing „Przykro mi, jest Pani zdrowa…”
Obraz wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji (AI)

„Przykro mi, jest Pani zdrowa…”

    Coraz częściej pacjenci przychodzą do gabinetów psychiatrycznych nie po diagnozę, lecz po potwierdzenie – „na pewno mam ADHD” albo „jestem w spektrum autyzmu”. Gdy słyszą, że jednak nie, czują rozczarowanie, a niektórzy od razu szukają specjalisty, który „postawi” upragnione rozpoznanie.

Tymczasem sama diagnoza nie zmienia życia. Nie leczy. Ba – niektórym wręcz szkodzi: słyszę od pacjentów, że po uzyskaniu rozpoznania poczuli ulgę tak dużą, że odpuścili sobie jakiekolwiek działania naprawcze.

W Stanach Zjednoczonych powstał już wręcz trend: „mam ADHD, więc mogę dostać tabletkę”. Zamiast realnej pracy nad sobą – farmakologiczna proteza.

Wielu ludzi zgłasza się na diagnozę, bo są na granicy wytrzymałości psychicznej. Szukają pomocy – i mają do niej prawo. Szkoda tylko, że tak często widzą ją wyłącznie w postaci recepty, a nie w osobie terapeuty czy kogoś, kto wesprze w zmianach.

Nie wszyscy chcą leków – część ludzi szuka po prostu wytłumaczenia swoich trudności. Ale gdzieś po drodze zgubiliśmy akceptację siebie. Czy naprawdę trzeba płakać, że jest się zdrowym? ADHD czy autyzm to nie „fajny syndrom z TikToka”, tylko zaburzenia realnie utrudniające życie tym, którzy ich doświadczają.

Jedna z moich pacjentek powiedziała kiedyś, że irytują ją osoby nazywające się „ADHD-owcami”, bo zapominają telefonu czy spóźniają się na spotkania. Sama latami zmagała się z uzależnieniami, impulsywnością i kompulsjami. Dopiero mrówcza praca nad sobą, zrozumienie siebie i bliskich, pozwoliły jej odbudować karierę, relacje i poczucie własnej wartości. Leków używała tylko w najtrudniejszych momentach – dziś radzi sobie bez nich.

Trzeba jednak jasno powiedzieć: są osoby, którym diagnoza jest absolutnie potrzebna. Dzięki niej dostają dostęp do terapii, odpowiedniego wsparcia, a często także do leków, które realnie ratują im życie i pozwalają funkcjonować. To ogromny krok naprzód, że jako społeczeństwo stajemy się coraz bardziej świadomi zaburzeń psychicznych i przestajemy je demonizować.

Ale jednocześnie serce ściska, gdy widzę ludzi, którzy płaczą tylko dlatego, że usłyszeli: „nie ma pani ADHD”, „nie jest pan w spektrum”. Bo to oznacza, że znalezienie sensu, pomocy czy wytłumaczenia swoich trudności uzależnili wyłącznie od papierka z gabinetu.

Diagnoza może być początkiem – ale nie zastąpi drogi, którą trzeba przejść samemu. „Przykro mi, jest Pani zdrowa…” – to zdanie bywa brutalne. Ale może właśnie ono jest pierwszym krokiem do prawdziwej zmiany.